Jezus Chlebem Żywota

Chleb żywota

Jezus Chlebem żywota

Dzisiaj mało kto z nas chodzi głodny. Nawet jeśli już chce nam się jeść to zawsze znajdzie się sklep w pobliżu, gdzie coś kupimy. Tu, gdzie przyszło nam żyć panuje przesyt chleba. Mamy go w nadmiarze. Tu nikt nie będzie podążał za drugim cały dzień, aby dostać od niego wieczorem trochę chleba. Inaczej jest w krajach afrykańskich. Tam ludzie wiedzą jaką wartość ma codzienny chleb i bez wahania poczekają długo byleby go dostać. Tak było również za czasów Jezusa. Dlatego gdy czytam słowa „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Szukacie mię nie przeto, iżeście widzieli cuda, ale iżeście jedli chleb, i byliście nasyceni.” (Jan 6:26) rozumiem ludzi którzy szukali Jezusa dla chleba, którym karmił cudownie go rozmnażając. Słowa te powiedział Jezus niedługo po cudzie nakarmienia 5000, i dlatego dziwne wydaje się stwierdzenie, jakoby ludzie nie szli za Jezusem dla cudów, które czynił. A jednak pragnienie chleba codziennego przysłoniło cudowność tego wielkiego wydarzenia. To proste spostrzeżenie Jezusa pobudziło słuchaczy, aby porozmawiać z nauczycielem o chlebie. To już siódmy raz, biorąc pod uwagę poprzednie wydarzenia, Jezus mówi o chlebie. Tym razem jednak  zupełnie inaczej.

Ludzie słysząc, że „chleb Boży ten jest, który zstępuje z nieba i żywot daje światu”zapragnęli go jeszcze bardziej niż tego, którym Jezus karmił ich dotychczas. Ochoczo więc zawołali: „Panie! daj nam zawsze tego chleba!” Oczywiście spodziewali się jakiegoś niezwykłego chleba, który zjedzony dałby im cudownej siły aby mogli żyć. Ale Jezus kontynuuje: „Jamci jest on chleb żywota; kto do mnie przychodzi, łaknąć nie będzie, a kto wierzy w mię, nigdy pragnąć nie będzie. (…) Bom zstąpił z nieba, nie iżbym czynił wolę moję, ale wolę onego, który mię posłał.”

Dziś, czytając te słowa, chciałoby się rzec, że wszystko tu Jezus wytłumaczył i nikt nie powinien już mieć wątpliwości czym jest chleb, który daje żywot. Ale to dopiero dzisiaj tak łatwo się to czyta. Wtedy, gdy padły te słowa, nikt nawet nie zwrócił uwagi na słowa o chlebie. Natomiast tym, co zakuło w uszy słuchających było wyrażenie, że Jezus zstąpił z nieba. To zdanie skutecznie zniechęciło słuchających. Górę wzięło zdenerwowanie i oburzenie. Mówili: „Izaż ten nie jest Jezus, syn Józefa, którego my ojca i matkę znamy; jakoż teraz tedy ten powiada: Żem z nieba zstąpił?” Mieli powody, aby tak twierdzić, przecież znali go od dzieciństwa. Ba, nawet matkę jego znali. Jakże więc może tak o sobie mówić, że z nieba zstąpił? Jezus nie próbuje tego tłumaczyć, tylko kontynuuje naukę o chlebie tak, jakby chciał, aby w końcu dotarło do nich o jakim chlebie mówi. Nie próbuje niczego upraszczać lecz mówi wprost: „Jam jest on chleb żywota. (…) Ojcowie wasi jedli mannę na puszczy, a pomarli. (…) Jamci jest chleb on żywy, którym z nieba zstąpił: jeźliby kto jadł z tego chleba, żyć będzie na wieki; a chleb, który ja dam, jest ciało moje, które ja dam za żywot świata.”

Teraz, gdy wiemy jak wyglądała ostatnia pascha jaką Jezus spędził ze swoimi uczniami, naturalne są dla nas słowa, że chleb to ciało naszego Pana. Nietrudno byłoby nam odszukać zapisy ewangelii z tego niezwykłego wieczoru, lub też  nauki apostoła Pawła, by przekonać się, że Jezus nie nawoływał wcale do literalnego jedzenia jego ciała. Ale czy ludzie zgromadzeni  wtedy przy Jezusie mogli inaczej to odebrać? Raczej nie, wszak Jezus dokładnie tak powiedział! A oni, Żydzi wychowani na zakonie wiedzieli dokładnie co im wolno było jeść a czego nie – były zwierzęta czyste i nieczyste, a co dopiero mówić o jedzeniu ciała człowieka. Jezus musiał o tym wiedzieć. I pewnie mógłby to z łatwością wyjaśnić, ale zamiast tego słysząc: „Jakoż ten może nam dać ciało swoje ku jedzeniu?” mówi słowa które definitywnie przesądzają o odrzuceniu tej nauki przez zgromadzony tłum. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeźli nie będziecie jedli ciała Syna człowieczego, i pili krwi jego, nie macie żywota w sobie. Kto je ciało moje, a pije krew moję, ma żywot wieczny, a ja go wzbudzę w on ostateczny dzień. Albowiem ciało moje prawdziwie jest pokarm, a krew moja prawdziwie jest napój. Kto je ciało moje i pije krew moję, we mnie mieszka, a ja w nim”. To było już zbyt wiele jak na uszy przeciętnego izraelity. Każdy, nawet nie uczony, wiedział, że karą za picie krwi było wytracenie z ludu (III Moj. 17:10). Jakże więc słuchać takich herezji?!? Gdybym ja tam stał, na ich miejscu pewnie oburzyłbym się tak samo. I wielu wtedy odeszło, bo nauka o prawdziwym chlebie okazała się zbyt trudna, a Jezus wcale nie starał się jej uprościć.

Panie, do kogo pójdziemy?

Byli tacy jednak co pozostali. Ewangelista święty Jan przekazał nam krótką wymianę zdań pomiędzy Jezusem a uczniami po tym wydarzeniu. Krótką, ale jakże ważną i wymowną, a jak się później okazało tak przełomową. Nadszedł bowiem właściwy czas, aby Jezus odkrył przed uczniami wielkie tajemnice jakie nosił w sercu od początku misji. Tajemnice o tym, że musi cierpieć, umrzeć i  w cudowny sposób zmartwychwstać dając światu życie. A wystarczyły dwa zdania: „I odpowiedział mu Szymon Piotr: Panie! do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego; A myśmy uwierzyli i poznali, żeś ty jest Chrystus, on Syn Boga żywego.” Uczniowie, podobnie jak inni, nie zrozumieli nauki o chlebie z nieba, ale w przeciwieństwie do pozostałych zrozumieli coś znacznie ważniejszego. Oto człowiek, który do nich przemawiał jest ich jedynym oparciem. Bez niego życie nie ma sensu i nie ma dokąd pójść. I jeszcze jedno. Ten człowiek, to Chrystus, Syn Boga żywego. Na tą chwilę Jezus musiał bardzo czekać. Dlatego właśnie, dopiero „odtąd Jezus począł mówić uczniom (…)” o tym co go miało w niedługim czasie spotkać. Zauważmy jak ważną była nauka o chlebie żywota.

Podziel się