Miłość w chrześcijaństwie

Motywacja

Motywacja

Słowa Jezusa w Kazaniu na Górze cały czas charakteryzują się Jego uzasadnieniem przekazywanej nauki. Pan Jezus nie wprowadza nic nowego, nie naucza nic innego – z punktu widzenia słuchaczy – nie odpowiadając jednocześnie na pytanie „dlaczego?”. Uzasadnienie jakie stosuje Jezus, silnie wskazuje na konsekwencje wypełniania przykazań, a w domyśle konsekwencje niewypełnienia słów, które nauczał. Nie jest inaczej w przypadku omawianej miłości.

Jezus naucza czegoś abstrakcyjnego ze społecznego punktu widzenia. Nie mieści się to w prawach logiki, aby dobre uczynki kierować do ludzi, którzy z premedytacją lub może permanentnie nas krzywdzą. Pan Jezus uzasadnia sens takiego postępowania: „Abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” – Mat. 5:45. Pan Jezus używa dość ciężkich słów. Od wypełnienia tego przykazania uzależnione jest nazwanie (bądź nie nazwanie) nas synami Ojca. To bardzo ważne, ponieważ określenie tego terminu, oznacza jednoznaczne przyznawanie się Boga do nas, co skutkuje naszym zbawieniem. Taki związek przyczynowo skutkowy.
I teraz jest czas, na umiejscowienie miłości w hierarchii, jako doktryny. Tylko to osobny wątek, szczególnie jak chrześcijanie dyskutują o ważności miłości nad uczynkami vs. martwej wiary bez uczynków. Nie o to chodzi. Miłość – mowa tu nie o emocjach czy uczuciach – to system wartości, który nie jest akceptowalny naturalnie przez człowieka, a jednocześnie wychodzi od samego Boga: „Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością” – 1 Jana 4:8. Czemu miłość to system nieakceptowalny przez człowieka? Bo człowiek jest interesowny w miłości – choć może brzmi to brutalnie. Człowiek z łatwością i przyjemnością kocha tych, którzy go kochają. Angażuje się jeszcze bardziej dla tych, którzy angażują się dla niego. Łatwo kochać tych, którzy kochają nas. Logiczne zatem jest uznanie za bezsens by kochać tych, co nas nienawidzą. Jednak, czy miłowanie tych, którzy nas miłują wyróżnia nas? Czyni nas lepszymi od innych? Czy zachowywanie się normalnie, zwyczajnie, nie odbiegając od normy jest tym co powinno cechować chrześcijan? „Bo jeślibyście miłowali tylko tych, którzy was miłują, jakąż macie zapłatę? Czyż i celnicy tego nie czynią? A jeślibyście pozdrawiali tylko braci waszych, cóż osobliwego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?” – Mat. 5:46-47.

I tutaj stoimy przed dylematem: być dzieckiem Bożym czy być jak celnik? Nie ma skrupułów. Te wersety niosą z sobą bardzo jasne przesłanie. Miłość, uczucia i uczynki, jakie mają dla Boga prawdziwą wartość to stan, który obejmuje i tych którzy są z nami, i tych którzy są przeciwko nam. Jeśli rozdzielamy miłość na te dwie grupy i stosujemy do tych dwóch grup różne definicje miłości, uwarunkowane jakimiś przypadkami, założeniami, to wtedy nie ma w nas tej miłości z Boga, tej prawdziwej. Wtedy cynicznie oszukujemy samych siebie, a historia pokazuje, że chrześcijanie w oszukiwaniu samych siebie są świetni.

Podziel się