U korzeni chrześcijaństwa

Ekumenia

Również dzisiaj, mimo tendencji ekumenicznych, Kościół rzymski niełatwo ustępuje ze swych monolitycznych ciągot. Nie kwapi się do ustępstw w sprawach religii poprzez w miarę pełne przestudiowanie błędów i odstępstw doktrynalnych, które narosły w ciągu jego istnienia. A przecież zapoznanie się z odmiennymi doktrynami i ich analiza, pogłębienie wiedzy na temat dziejów i roli Kościoła Bożego, jego funkcji we współczesnym świecie wpłynęłyby niewątpliwie na zwiększenie tolerancji, tak potrzebnej dla zachowania pokoju między chrześcijanami. Wszystkie odstępstwa i błędy bezsprzecznie powiązane są ze „świętą Tradycją”, ginącą w mrokach czasów, szczególnie średniowiecza. Tam powstawały i krzepły w ogniu wojen religijnych, a chociaż tajemnicę poznania ap. Paweł przyznaje ludziom odrodzonym i uświęconym duchem świętym, w praktyce przypisywano ją różnym świeckim. Skłonności do własnego interpretowania Słowa Bożego często doprowadzały do poważnych wypaczeń zasadniczej myśli Bożej i zamiast prowadzić ludzi do Boga, stawiało ich w pozycji niepewnej, wyimaginowanej – między rajem a piekłem. Dlatego też historia religii styka się bezpośrednio z historią waśni i wojen religijnych, podczas których usiłowano utrwalić stworzony przez się swój własny system wierzeń. Dotąd odczuwamy tego skutki, gdy w konfrontacji ideologicznej, przy użyciu intryg i walk religijnych, chciano wszystkich uczynić jednym Kościołem, przez co chrześcijaństwo stawało się jeszcze bardziej rozwarstwione i podzielone. Jedyne, co je łączy, to powoływanie się – w większym czy mniejszym zakresie – na Chrystusa, na Jego słowa i nauki apostołów.

Wszystkie kościoły zbiegają się u jednego źródła. Gdy przyjrzeć się Kościołowi rzymskiemu, ten najgłośniej podnosi swój prymat, odwołując się do spuścizny apostolskiej. Z ideologicznego i teologicznego punktu widzenia uznawał się (i nadal uznaje) za kościół powszechny, kościół uniwersalny, a każdego, kto nie zgadzał się z tą doktryną, poddawał osądom soborów, gdy szło o potępienie i wykluczenie kogoś z łona wspólnoty i uznanie za heretyka.

Podziel się